Towarzystwona rzecz ziemi
Ogólnopolska organizacja działająca na rzecz zachowania,
ochraniania i odtwarzania dziedzictwa przyrodniczego
Towarzystwona rzecz ziemi
Ogólnopolska organizacja działająca na rzecz zachowania,
ochraniania i odtwarzania dziedzictwa przyrodniczego
Towarzystwona rzecz ziemi
Ogólnopolska organizacja działająca na rzecz zachowania,
ochraniania i odtwarzania dziedzictwa przyrodniczego

Aktualności

Hydrotechnicy szykują nam "Rospudę Bis" na południu Polski. Wprawdzie żadne oficjalne decyzje dotyczące budowy zbiornika retencyjnego Kąty - Myscowa na Wisłoce nie zapadły, ale już zadecydowano o zatrudnieniu pełnomocnika ds. przygotowania i realizacji inwestycji. Przeciwko budowie zbiornika protestują nie tylko przyrodnicy, ale również mieszkańcy, którzy dziś wysłali pismo w tej sprawie do Marszałka i Wojewody Podkarpackiego.

Wraz z napływem do Polski pieniędzy z Unii Europejskiej, ożywili się zwolennicy budowy zbiornika retencyjnego w Magurskim Parku Narodowym. Choć nie jest jeszcze gotowy raport oddziaływania przedsięwzięcia na środowisko, na stronach internetowych Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie zamieszczono ogłoszenie o zatrudnieniu pełnomocnika Dyrektora ds. przygotowania i realizacji inwestycji. Tymczasem mieszkańcy miejscowości, które mają znaleźć się pod wodą nie zostali zapytani o zdanie. Mało tego, nie są nawet informowani o aktualnych zamierzeniach władz. Ich list wysłany 9 lutego do Ministra Środowiska, w którym napisali m.in. "Będziemy wdzięczni Panu Ministrowi za poinformowanie mieszkańców naszych wsi o stanie prac nad tą inwestycją oraz ustosunkowanie się do negatywnej opinii mieszkańców na temat budowy zapory", pozostał bez odpowiedzi. Dlatego dziś podobną prośbę skierowali do Marszałka i Wojewody Karpackiego.

W przypadku powstania zbiornika zalane zostaną 4 miejscowości, przesiedlić trzeba będzie prawie 400 ich mieszkańców. Pod wodą znajdzie się część Magurskiego Parku Narodowego. Zbiornik będzie też negatywnie oddziaływał na kilka obszarów europejskiej sieci Natura 2000, a to wskazuje, że w procesie podejmowania decyzji należy zastosować specjalne procedury, wynikające z unijnego prawa ochrony środowiska. To właśnie ignorowanie Dyrektywy Siedliskowej spowodowało tak ostrą reakcję Komisji Europejskiej w sprawie Rospudy. Budowa zbiornika łamie jeszcze jedną unijną dyrektywę - Ramową Dyrektywę Wodną, która m.in. zakazuje pogarszania ekologicznego stanu wód płynących. A że przegrodzenie górskiej rzeki zaporą i zamiana jej w zbiornik stojącej wody jest takim pogorszeniem nie trzeba nikogo przekonywać.

"Planowany w warunkach gospodarki socjalistycznej zbiornik miał w założeniu zaopatrywać w wodę nie tylko Jasło i Mielec, ale również Krosno i Rzeszów oraz chronić przed powodzią dolinę Wisłoki aż po jej ujście do Wisły. Zwolennicy jego budowy nie pokazali jak dotąd żadnych przekonywujących dowodów, że cele te zostaną spełnione." - mówi Robert Wawręty, prezes Towarzystwa na Rzecz Ziemi.

Dziś, w dobie gospodarki rynkowej, plany transferu wody z Wisłoki aż do Rzeszowa muszą być traktowane jako absurd, a prognozy zapotrzebowania na wodę przez Jasło nie wskazują na potrzebę budowy zbiornika. Również znikome przeciwpowodziowe znaczenie zbiornika nie usprawiedliwia jego budowy. Nie wiadomo, czy zapewni on bezpieczeństwo istotnie większej liczbie mieszkańców, niż liczba tych, którzy muszą być wysiedleni w związku z jego budową. A ci na wysiedlenia po prostu się nie godzą.


Jacek Engel

We współpracy z Fundacją Wspierania Inicjatyw Ekologicznych z Krakowa Towarzystwo realizuje projekt „Pozarządowy Inkubator Kadr”. Projekt składa się z dwóch etapów.
Pierwszy to cykl szkoleń z zakresu ochrony środowiska, który właśnie się zakończył.
Drugi etap to 5-cio miesięczne staże w organizacjach pozarządowych, trwające od stycznia do maja 2007r.
Projekt jest innowacyjnym narzędziem przystosowującym osoby wchodzące na rynek zatrudnienia do pracy w organizacjach pozarządowych (poprzez ich szkolenie oraz odbywanie) oraz znajdowanie im miejsc pracy w istniejących i nowotworzonych organizacjach społecznych. Do udziału w nim zaprosiliśmy początkujących działaczy organizacji pozarządowych, absolwentów szkół wyższych, kierunków, których ukończenie predysponuje do pracy w organizacjach społecznych zajmujących się problematyką ochrony środowiska np. ochrona środowiska, inżynieria środowiska, leśnictwo, rolnictwo, a z drugiej posiadają ku temu odpowiednie predyspozycje (np. chociaż niewielkie doświadczenie w działalności społecznej), zainteresowanych pracą w organizacjach pozarządowych.


Anna Potaczek

Ostatnie powodzie jakie wystąpiły na Podkarpaciu pokazały bezradność ludzi wobec potęgi wodnego żywiołu. Rzeka Wisłoka po raz kolejny ujawniła swoje oblicze. Jednakże to, co zdarzyło się w pierwszej połowie czerwca br., nie osiągnęło poziomu katastrofy powodziowej jaka wystąpiła w tym rejonie w 1934 roku. Wówczas przez Dębicę i Mielec przeszła fala o wysokości przekraczającej o 2 metry wysokość fali tegorocznej. Nasuwa się więc pytanie, czy planowana zapora Kąty-Myscowa mogłaby uchronić mieszkańców Jasła, Dębicy i Mielca przed powodzią? Czy zniszczenie w związku z jej realizacją jednej z najcenniejszych ostoi przyrodniczych w Polsce i Europie ma jakiekolwiek racjonalne uzasadnienie?

W roku bieżącym maksymalny przepływ Wisłoki w profilu projektowanego zbiornika Myscowa wynosił ok. 200 m3/s. Przepływ maksymalny w Jaśle (po połączeniu Wisłoki z Ropą i Jasiołką, a więc przepływ reprezentatywny ze względu na zagrożenie Jasła) wynosił ok. 1200 m3/s. Przepływ maksymalny w Dębicy wynosił ok. 1300 m3/s, zaś w Mielcu ok. 1400 m3/s.

Powyższe wielkości przepływów wody pokazują, że zbiornik Myscowa nie mógł w sposób istotny oddziaływać na wysokość fali powodziowej jaka w roku bieżącym wystąpiła w Jaśle, Dębicy i Mielcu. Decyduje o tym znikomy udział powierzchni zlewni zamkniętej zbiornikiem (297km2) w stosunku do powierzchni zlewni Wisłoki w wymienionych miastach (zlewnia Wisłoki w Jaśle – ok. 2000 km2 , w Dębicy – ok. 2900 km2, w Mielcu – ok. 3890 km2). Wybitny polski hydrolog Julian Lambor zauważył ponad 50 lat temu, że skuteczne działanie przeciwpowodziowe zbiornika zanika, przy czterokrotnym przyroście powierzchni zlewni poniżej zbiornika. Tymczasem już tylko w Jaśle obszar zlewni przyrasta blisko sześciokrotnie (!). Liczne przykłady gospodarki zbiornikowej podczas ostatnich powodzi (m. in. przykład zbiornika Czorsztyn, który w 1997 roku obniżył kulminacje fali w Nowym Sączu o niespełna 5 cm) wskazują na poprawność intuicji Lambora.

Falę powodziową w roku bieżącym kształtowała w dominującym stopniu rzeka Ropa, w zlewni której zarejestrowano największe opady (sumy dobowe rzędu 70 do 80 mm). Na Ropie w górnej części zlewni znajduje się zbiornik Klimkówka, który ze względu na małą pojemność rezerwy powodziowej oraz dużą odległość od Jasła nie mógł odegrać istotnej roli w ochronie Jasła.

W świetle powyższego powoływanie się przez pomysłodawców zapory jakoby miała ona chronić mieszkańców doliny Wisłoki przed powodzią jest niczym innym jak robieniem wody z mózgu i próbą wyłudzenia co najmniej 735 milionów złotych z budżetu państwa i docelowo z Unii Europejskiej.

Do tego wszystkiego dochodzi aspekt przyrodniczy. Lokalizacja zapory zaplanowana jest na obszarze Magurskiego Parku Narodowego, Jaśliskiego Parku Krajobrazowego oraz na terenie aktualnych i potencjalnych obszarów Natura 2000. W wyniku zalania wodą przez powstały zbiornik zaporowy utracono by więc jeden z najcenniejszych przyrodniczo obszarów w Karpatach, charakteryzujący się wielkim bogactwem siedlisk. Rozbudowa infrastruktury wokół planowanego zalewu (relokacja drogi Krempna – Polany oraz budowa drogi wokół zbiornika) spowodowałaby zniszczenie miejsc gniazdowania i żerowania orła przedniego (występuje tu aż 20-25 % polskiej populacji), orlika krzykliwego (10-12 % polskiej populacji), bociana czarnego, puszczyka uralskiego i dzięcioła białogrzbietego – gatunków zagrożonych w skali globalnej i znajdujących się w Polskiej Czerwonej Księdze Zwierząt. Ponadto stwierdzono tu 35 gatunków ssaków, w tym zagrożonych w skali europejskiej: wilka, wydrę, bobra, niedźwiedzia brunatnego. W wyniku budowy zbiornika uległaby przekształceniu populacja występujących tu ryb, w tym gatunków chronionych takich jak np.: głowacz pręgopłetwy, strzebla potokowa, śliz i piekielnica. Sama zapora stanowiłaby dla nich niemożliwą do przebycia barierę fizyczną co kapitalnie uniemożliwiłoby organizmom wodnym migrację w górę i dół rzeki. Szczególnie odczułyby to gatunki ryb wędrownych objętych programem reintrodukcji (m.in. łosoś i troć wędrowna).

Czy zbudowanie zapory w miejscu bogatym przyrodniczo, urozmaiconym krajobrazowo i siedliskowo, naprawdę będzie stanowiło atrakcję turystyczną? Wątpliwe...

Bez wątpienia szykuje się międzynarodowa afera. Unia Europejska nie pozwoli na zniszczenie jednej z najcenniejszych ostoi europejskich. A jeśli już nawet, to zgodnie z europejskim prawem będzie oczekiwała rekompensaty przyrodniczej z tytułu dewastacji ok. 460 ha oraz wielu kilometrów poniżej i powyżej sztucznego zbiornika. Czy stać nas na tak kosztowną kompensację?


Janusz Żelaziński, Robert Wawręty, Jacek Udolf

31 maja br. w Starostwie Powiatowym w Myślenicach oraz 1 czerwca br. w Starostwie Powiatowym w Dębicy rozpoczynamy cykl warsztatów dla przedstawicieli samorządów ze zlewni Raby oraz Wisłoki. Celem szkolenia jest przekazanie samorządom i wybranym reprezentantom społeczności lokalnych minimum wiedzy potrzebnej do efektywnego udziału w tworzeniu planów ochrony przeciwpowodziowej, a także do umiejętnego dokonywania wyboru najlepszych praktyk przeciwpowodziowych, ze szczególnym uwzględnieniem rozwiązań przyjaznych środowisku. Realizacja cyklu warsztatów, które odbędą się kolejno 31 maja, 7 i 12 czerwca w Myślenicach oraz 1, 8 i 13 czerwca w Dębicy, jest możliwa dzięki pomocy finansowej Unii Europejskiej w ramach Programu Phare 2003.

Ustawa prawo wodne zobowiązuje Regionalne Zarządy Gospodarki Wodnej do opracowania planów ochrony przeciwpowodziowej. Jesteśmy przekonani, że przy tworzeniu takich planów niezbędny jest udział społeczności lokalnych (samorządów i mieszkańców terenów zagrożonych powodzią). Jednak będzie on efektywny wówczas, gdy społeczności te będą posiadać niezbędną wiedzę.

Mieszkańcy terenów zagrożonych powodziami (terenów zalewowych obwałowanych i nieobwałowanych) to społeczności, dla których skuteczność ochrony, jak również ewentualne skutki uboczne planowanych działań, są bez nadmiernej przesady sprawą życia lub śmierci. Nie może być tak, że najbardziej zainteresowani pozbawieni są wpływu na plan. Prawo do takiego wpływu gwarantują przepisy obowiązujące w Unii Europejskiej

Obserwacja działań podejmowanych w ostatnich latach dla zmniejszenia zagrożeń powodziowych prowadzi do wniosku, że często chodzi w nich raczej o uzyskanie możliwie znacznych środków finansowych i realizację kosztownych inwestycji, a nie o osiągnięcie deklarowanych celów. Przykładowo od ponad dwóch lat Polska korzysta ze środków uzyskanych na ochronę przeciwpowodziową z Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Przeznacza się je na regulację rzek i potoków według anachronicznych zasad powodując często istotne zwiększenie zagrożeń powodziowych i wielkie szkody w środowisku. Inny przykład to intensywny lobbing (skuteczny, bowiem doprowadził do uchwał parlamentu) związany z budową stopnia Nieszawa na dolnej Wiśle oraz ustanowieniem „Programu dla Odry 2006”. W wymienionych przypadkach (i wielu innych) inicjatorzy tych projektów deklarowali jako najważniejszy cel ochronę przed powodzią. Wykorzystując brak wiedzy najbardziej zainteresowanych (społeczności lokalnych i samorządów) oraz parlamentarzystów i decydentów uzyskiwano potrzebne poparcie i środki finansowe. Aktualnie prowadzony jest również lobbying na rzecz budowy zapory Kąty-Myscowa na Wisłoce. Niestety nie informuje się mieszkańców o potencjalnych stratach wynikających z jej realizacji oraz konsekwencjach finansowych jeśli zapora ta miałaby ostatecznie powstać.

Podstawowa wiedza, którą postaramy się przekazać podczas 3 bloków warsztatowych („Aspekty przyrodnicze dolin rzecznych”, „Zasady i procedury tworzenia planu ochrony przeciwpowodziowej”, „Wykorzystanie modeli symulacyjnych do badania skutków działań technicznych i nietechnicznych związanych z ochroną przeciwpowodziową”) pozwoli w przyszłości ocenić, czy planowane działania hydrotechniczne realizowane na co dzień faktycznie zmniejszają zagrożenie oraz czy podobne lub lepsze efekty są możliwe przy zastosowaniu innych środków - tańszych i mniej szkodliwych dla przyrody.


Robert Wawręty

Dzięki interwencji Towarzystwa na rzecz Ziemi i Polskiej Zielonej Sieci doszło do wstrzymania trwających robót hydrotechnicznych nad Sołą w Łękach w gminie Kęty. W dniu 19 maja 2006 r. odbyło się spotkanie w terenie z przedstawicielami Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie oraz konserwatora przyrody. Ustalono, że prace zostają wstrzymane do końca sierpnia br. Pozwoliłoby to na bezpieczne wyprowadzenie lęgów przez ptaki związane z korytem rzecznym, takie jak: jaskółka brzegówka, brodziec piskliwy oraz sieweczka rzeczna.

Wg nas jest realna szansa na całkowite wycofanie się inwestora z pomysłu kontynuacji robót. Z dostarczonych nam dokumentów wynika, że RZGW nie zgłosiło Urzędowi Wojewódzkiemu w Krakowie zamiaru prowadzenia ich na odcinku 791 m, a wyłącznie na długości 430 m. Wygląda więc na to, że uda się chyba zapobiec wykonaniu nielegalnej regulacji.


Robert Wawręty

 

bg logo 1procentnarzeczziemi

 

l2ok.jpg

 

bg logo 100natury

bg logo chronimy wisliska


zxcv.jpg

 

bg logo facebook

 

nsoiiprobaik

logo-ekomuzeum

bg logo naszefilmy

lgr-dsiw-gk

 Untitled-1 copy